piątek, 13 marca 2015
64 rozdział
>>Kris<<
-Cicho bądźcie, no!- uciszyłem ich.- Sąsiedzi chcą spać.
Wchodziliśmy powoli po schodach bloku, w którym mamy kupione mieszkanie. Prosto z ostatniego meczu ruszyliśmy nad morze. Pomyśleliśmy, że możemy tym uniknąć spędzenia weekendu z natrętnymi dziewczynami.
-Przepraszam. –odezwał się Grzesiek.- Ale to Mateusz. Nie wiesz czy on czasem czegoś nie pił?
-Gregi przestań- machnąłem na niego ręką. Jak mógł coś pić? Umowę przecież mamy. Czemu to mieszkanie jest na samej górze?! Leon otworzył cicho drzwi i wtoczyliśmy się do środka. Zostawiliśmy torby w korytarzu i wszyscy rzuciliśmy się na kanape, nawet nie zastanawiając się dlaczego jest rozłożona. Zasnęliśmy zmęczeni pracowitym tygodniem.
>>Lili<<
-Jezu, dziewczyny już się jasno robi- zauważyłam, odwracając się wokół siebie z głową uniesioną do góry. Wyszłyśmy na spacer późno w nocy, a dokładnie to chyba jakoś po 2. Chciałyśmy zobaczyć wschód słońca, ale wymiękłyśmy, bo zrobiło nam się strasznie zimno.
-Co Ty nie powiesz?- zaśmiała się Oliwia, ale też podniosła głowe do nieba i wciągnęła mocno powietrze.
-Paulina, czemu się nie odzywasz?- zapytałam, szturchając ją lekko.
-Gadałam z Mateuszem przed naszym wyjazdem. – spojrzała na Nicole.
-I nam nie powiedziałaś?- odezwała się Nic.
-Bo mi nic konkretnego nie powiedział. Cały czas gadał, że on nic nie może powiedzieć. Przysięga Czwórki i bla bla bla.
-A cokolwiek, coś co przykuło Twoją uwagę w jego zachowaniu?- drążyłam.
-Wiecie. I Kris i Greg. Zachowywali się dziwnie. Nie mówiąc już o Leonie. Przecież nawet na „sportowych” było, że przerywa jazdę.
-Tylko nie było podanego powodu. Widziałam to. –wtrąciła Oliwia.
-Czyli i tak nic nie wiemy. Ale… -przerwała i stanęła Nicole. Wszystkie powędrowałyśmy wzrokiem na parking przed blokiem.
-Czy to jest samochód mojego brata?- zapytałam sama nie dowierzając. Podeszłam do auta i spojrzałam przez okno. Na siedzeniu leżała czapka Grega. – I do tego nie jest tu sam. –odwróciłam się w strone dziewczyn, które już były przy wejściu do klatki. Podbiegłam do nich i zaczęłyśmy wchodzić na góre.
-Nie powiedziałaś mu, że jedziemy nad morze?- zapytała mnie Paulina.
-Chyba mówiłam, choć. Teraz już sama nie wiem. Pewnie mówiłam, ale ten gamoń zapomniał. Ale z drugiej strony dobrze, że przyjechali. Może…
-Może się w końcu dowiemy o co chodzi. – dokończyła za mnie Nicole. Oliwia otworzyła drzwi do mieszkania. Zaraz przy wejściu o mało się nie zabiłyśmy na ich torbach.
-No jasne. Czwórka jest u siebie. –prychnęła Oliwia. Wchodząc dalej spotkałyśmy się z ich butami, a następnie na nich. Cztery parówy rozłożone na kanapie.
-Ale mam chęć ich brutalnie obudzić. –potarłam dłońmi i zachichotałam.
-Zimna woda czy garnki?- zapytała Paulina.
-A może by tak to i to?- zaproponowałam. Nicole z Oliwią przedostały się do kuchni po jakieś garnki i łyżki, a ja z Pauliną do łazienki po miski z zimną wodą. Na znak rozpoczęłyśmy „pobudkę”. Oczywiście spotkałyśmy się z wielkim piskiem.
-Pogrzało Was, co nie?!- krzyknął Grzesiek i zmierzył mnie wzrokiem.
-No co? Nieładnie wpadać tak bez zapowiedzi. To po pierwsze. A po drugie o mało się nie zabiłyśmy o Wasze torby i buty.- odpowiedziałam mu.
-Oj oj. Jak mi przykro.- zrobił minę zbitego psa. Nienawidzę jak tak robi, ale wiem, że uwielbia kiedy się denerwuje, więc próbuje być twarda.
-A tak naprawdę siostrzyczko to po co nas budziłyście?- zapytał Krzysiek. –Przyjechaliśmy po 4, a jest 6. Wyspaliśmy się, że szok. –był ciut zły, ale Krisa przekazałam Nicole.
-Tak na złość, że macie przed nami tyle tajemnic. Szkoda, że nie pamiętacie swoich obietnic. –odezwała się Nic.
-Obietnic?! Nic. My mieliśmy po 12 lat, a oni jeszcze mniej! –zaprotestował.
-Jeżeli tamte obietnice nie mają dla Ciebie znaczenia, to ile mają te teraźniejsze? Hmm?
-Oo nie. Tak nie będę z Tobą rozmawiać.-wstał i skierował się na balkon.
-To jak?! –złapała go za rękę.- Zamiast dokończyć rozmowe, to uciekasz. Wtedy też uciekłeś.
-Uciekłem, bo…
-Bo nie miałeś odwagi.- dokończyła za niego i puściła jego rękę. Kris wyszedł na balkon. Zapanowała cisza. Niezręczna i dość długa. Greg mierzył mnie wzrokiem, a Paulina usiadła koło Mateusza.
-Jestem chory.- cisze przerwał Leon. Wszyscy zwróciliśmy się w jego strone, oprócz Krzyśka. –Mam białaczke. Zrozumcie dziewczyny, że nie mogli Wam powiedzieć. Nie chciałem, żeby zaraz wszyscy się dowiedzieli, bo uważam, że nie warto niektórych martwić niepotrzebnie.
-Przepraszam.- wydusiłam stłumionym głosem.
-Nie przepraszaj. Miałyście prawo się denerwować, ale to wszystko moja wina. Ja im nie pozwoliłem powiedzieć.
-Leon nie bierz całej winy na siebie. –Krzysiek wrócił do nas- Decyzja o tym, że nikt się nie dowie, była wspólna. A dziewczyny powinny widzieć też swoją winę. Teraz jak wiecie to jesteście dumne, że nas tak dusiłyście? –rzuciłam dziewczynom krótkie spojrzenia.
-Ale przepraszam bardzo. –Nicole zaprotestowała- Czemu my mamy przyjąć całą winę na siebie? Nie mówie, że Leon ma się obwiniać, bo to nie jego wina. Wy gdybyście się zachowywali normalnie jak ludzie i nie dali po sobie poznać, że coś się stało, to nie było by tych pytań.
-Racja. –odpowiedział Mateusz, zanim Krzysiek zdążył coś powiedzieć. –Mogliśmy tego nie pokazywać po sobie, ale…
-Ale laski też żeście tak cisnęły, że ledwo dało się wytrzymać. –zaśmiał się Grzesiek. Dziękowałam im w myślach, że rozluźnili atmosfere. Nawet Leon się uśmiechnął.
-To może zróbmy jakieś śniadanko?- zaproponowała Oliw.- Na pewno jesteście głodni. Leon pomożesz mi?- uśmiechnął się w odpowiedzi i skierował się za nią do kuchni. Krzysiek wrócił na balkon, a Nicole poszła na piętro. My zaś zajęliśmy się rozmową.
************************************************************************
Czytacie- Komentujecie
Witam Was Kochani. Robię taką krótką reaktywacje. Nie będę Wam mówić, kiedy dodam kolejny rozdział, bo sama nie wiem. Dzisiaj wzięło mnie na pisanie tak, więc napisałam cały ten rozdział, ale nie potrafię powiedzieć kiedy znów mnie tak natchnie. XD
Już tylko 24 dni i wracamy do ligi. Jejku jak się nie mogę doczekać! A Wy?? ;)
poniedziałek, 15 grudnia 2014
63 rozdział
To może na początek trochę słów ode mnie.
Bardzo Was przepraszam za tą długą nieobecność, ale niedawno postanowiłam, że z szacunku do osób, które czytają moje opowiadania, po prostu je skończę. W dużym skrócie powstanie jeszcze kilka nowych rozdziałów do tego opowiadania i na "Skoku...". I jeżeli starczy mi jeszcze weny to może powstanie coś nowego, ale o innej tematyce i myślę, że będziecie chcieli to czytać. Ale pożyjemy zobaczymy. Jeszcze niczego nie jestem pewna.
Przez okres świąt może mi się uda to skończyć. Przyznam, że zatęskniłam trochę za tymi opowiadaniami, bohaterami i za Wami oczywiście ;)
Pozdrawiam, Natalia.
P.S. Poniżej nowy rozdzialik xD
*******************************************************************************************
>>Nicole<<
Obudziłam się gwałtownie. Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko wyglądało tak jak wczoraj. Po chwili usłyszałam, że mój telefon prosi się o odebranie. Wzięłam go i nacisnęłam „odbierz”.
-Tak słucham.
-Nicole?- usłyszałam cichy kobiecy głos.
-Tak. Kto mówi?
-Mama Karola.- usiadłam i nasłuchiwałam.
-Stało się coś? Dzwoni pani z jego telefonu.
-Tak, bo Karol jest na sali operacyjnej.
-Jak? Po co? Co się stało?- zaczęłam się denerwować.
-Jechał ze swoją dziewczyną z imprezy i mieli wypadek. –słysząc z jej ust „swoją dziewczyną” po prostu mnie zamurowało. Z oczu zaczęły mi płynąć łzy. – Pomyślałam, że Ty jako jego przyjaciółka chcesz o tym wiedzieć.- PRZYJACIÓŁKA?! –Kamila czuje się dobrze, ale z nim jest dużo gorzej. –milczałam.- Halo? Jesteś?
-Nie mam ochoty rozmawiać z panią, a z pani synem tym bardziej. Za to co zrobił to nawet mu dobrze. Niech cierpi tak samo jak ja. Przyjaciółka?! Od kiedy ja jestem jego przyjaciółką?! Nie ważne. Niech panie powie Kamili, że ich żart udał się wspaniale. A! I proszę przekazać Karolowi, żeby do mnie nie dzwonił, nie pisał i w ogóle się ze mną nie kontaktował. Nie chcę go znać. Do widzenia. –rzuciłam telefonem w głąb pokoju i udałam się do łazienki. Obmyłam twarz zimną wodą i spojrzałam na siebie w lustrze. No tak. Wszystko już rozumiałam. Kamila jest starsza, ładniejsza, szczuplejsza. O tyle lepsza ode mnie. Przez myśl przemknęła mi jedna rzecz, ale nie. Nie jestem na tyle zdesperowana by się krzywdzić jeszcze bardziej. Zeszłam na dół, gdzie reszta rodzinki szykowała śniadanie. Mama przyjrzała mi się dokładnie, ale nic nie powiedziała. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść.
Do końca dnia byłam jakaś nieobecna. Myślałam o Karolu i Kamili. Nie potrafiłam przestać bić się z myślami „co zrobiłam źle?”. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Lili.
-Cześć Piękna! Już myślałam, że o mnie zapomniałaś. Kiedy wpadasz?- usłyszałam uradowany głos młodszej siostry Krisa.
-Hej Młoda. No miałam zamiar, ale wiesz trochę kłopotów miałam. Dzwonie, bo chciałam z Wami trochę pobyć. Co powiesz na wypad nad morze, co?
-Nie wiem jak chłopaki, bo coś kombinują ostatnio, ale ja bardzo chętnie.
-No myślałam o babskim wypadzie. Bez tych pijaków.
-Co Ty. Oni ostatnio jak byli u Grześka to podobno nic nie pili i jak mówie coś kombinują, ale nikomu nie chcą nic powiedzieć.
-Nie wierzę? Oni? Wolna chata i zero alkoholu? Chorzy są czy co? –uśmiechnęłam się.
-A nie wiem. Ja od Krzyśka nie mogę nic wyciągnąć. Ty zawsze potrafiłaś się wszystkiego dowiedzieć.
-No to jak po Ciebie przyjade to z nim pogadam.
-Dobra. To co na weekend?- zapytała.
-Tak. Na razie młoda.
-Pa. –rozłączyła się. Uśmiechnęłam się na samą myśl, że ich zobacze. Tylko przeżyć do piątku.
>>Krzysiek<<
-Kto dzwonił?- zapytałem Lili, widząc, że odkłada telefon.
-A co się tak interesujesz?- spojrzała na mnie.
-Po prostu pytam. –usiadłem na skraju jej łóżka.
-Ja też. Od kiedy przyjechałeś z Wrocławia. Powiesz mi w końcu co się stało?
-Nie mogę. Obiecałem chłopakom.- odwróciłem głowe, żebym nie mógł ugiąć się pod jej wzrokiem.
-Krzysiek, czyli naprawdę coś się stało? –złapała mnie za podbródek i odwróciła moją głowę w swoją strone.
-Nie powiem Ci. Nie mogę.
-Tylko powiedz, że to nie związane z Grześkiem?
-Nie. To nie dotyczy Grześka.- wyrwałem głowe i wstałem, kierując się do ogrodu. Usiadłem na hamaku w głębi podwórka. Wybrałem numer do Grega.
-Cześć stary. –powiedział Dudek.
-No hej. Gadałeś z Leonem?
-Tak. Był na jakiś badaniach wczoraj. Lekarz podobno powiedział, że znalezienie dawcy szpiku nie będzie strasznie trudne, bo ma często pojawiającą się grupę krwi.
-Przynajmniej tyle ulgi. Mamy tylko jeszcze jeden problem.
-Jaki znowu?
-Dziewczyny.
-Mam pogadać z Lili?
-Nie. Znaczy się nie wiem, bo wypytuje mnie przynajmniej dziesięć razy na dzień „co się stało?”. Domyśla się, ale na razie nie będzie dopytywać. Czekam tylko jak poskarży się Nicole i będę musiał robić wszystko, żeby się nie wygadać. A w tym przypadku to będzie strasznie trudne.
-No wiem. Mateusz do mnie dzwonił dzisiaj i mówi, że z Oliwią nie wytrzymuje. To może wymyślmy jakąś wersje.
-Nie wiem. Jakoś nie jestem za okłamywaniem wszystkich.
-Ja też, ale wiesz. Siła wyższa.
-To lepiej, żebyśmy pojechali gdzieś. Przecież i tak mamy ligi zagraniczne normalnie, więc trochę się uwolnimy od gadania.
-Aa! No tak. Zapomniałem. To przez ten wolny weekend. Już za bardzo się pocieszyłem tym nicnierobieniem.
-No do roboty, młody, wracamy. Tylko się nie zapłacz.
-Spróbuje.- zaśmiał się. –Dobra. Kończę, bo mnie Mańka za chwile udusi.
-Krzysiu!!- usłyszałem krzyk Mani.
-Włącz na głośnik. Pogadam z nią.
-Już. –powiedział.- Maryśka, puszczaj.
-Niee- zaśmiała się głośno.
-Mania. Zostaw Grega.- odezwałem się do najmłodszej Janowskiej.
-A przyjedziesz? –zapytała.
-Przyjade. Jak będziemy z Anglii wracać, okey? –zaproponowałem.
-Na pewno?- dopytywała.
-Na sto procent.
-No nie wiem. Może kłamiesz tylko po to, żebym puściła Grzesia.
-Grzesia?- zaśmiałem się.
-Cicho tam! –odezwał się Dudek. –Pomóż mi, no!
-Mania. Na paluszek obiecuje.
-Na paluszek?
-Tak. Na paluszek. Na pewno przyjade.
-No dobra, ale pamiętaj, że obiecałeś na paluszek. Jak złamiesz obietnice, to się obraże.
-Tak jest psze pani!
-Dobra kończymy Mańka. Powiedz Krisowi cześć.
-Cześć Krzysiu!- krzyknęła.
-Poszła sobie. –Greg odetchnął. –Chyba żeśmy wszystko omówili.
-Tak. Widzimy się na meczu. Pa.
-No pa. – rozłączył się. No i znowu zostałem sam ze swoimi myślami…
niedziela, 14 września 2014
ZAWIESZAM!!!
Witam Was moi Czytelnicy!
Chciałabym Was poinformować, że zawieszam w chwilowo tego bloga na czas nieokreślony. Jest to związane z faktem, że ostatnio dostaję dużo nie miłych pytań na "Ask'u". A, że jestem osobą biorącą bardzo do siebie takie rzeczy, to po prostu stwierdziłam, że zawieszę opowiadania. Przepraszam osoby, którym podoba się to co piszę, ale... po prostu...nie mogę tego wytrzymać.
PS. Pozdrawiam autorów tego oto bloga KLIK. Można się pośmiać :/
Chciałabym Was poinformować, że zawieszam w chwilowo tego bloga na czas nieokreślony. Jest to związane z faktem, że ostatnio dostaję dużo nie miłych pytań na "Ask'u". A, że jestem osobą biorącą bardzo do siebie takie rzeczy, to po prostu stwierdziłam, że zawieszę opowiadania. Przepraszam osoby, którym podoba się to co piszę, ale... po prostu...nie mogę tego wytrzymać.
PS. Pozdrawiam autorów tego oto bloga KLIK. Można się pośmiać :/
sobota, 30 sierpnia 2014
62 rozdział
>>Grzesiek<<
I w końcu wolna chata. Rzuciłem się na łóżko z rękoma na karku. Spokój od kłótni Olka i Mańki na tydzień. Spokój od mamy i Maćka. Jak dobrze. Uważnie przyglądałem się ścianą mojego pokoju. Od samego początku, znaczy się od kiedy mieszkamy z mamą u Maćka, mój pokój jest taki sam. Zmieniło się tylko łóżko i kilka szafek. Kolor ścian pozostał ten sam. W okresie buntu miałem do rodziców żal, że się rozstali. Że nie wzięli pod uwage tego, że mi jest ciężko. Teraz kiedy mama powiedziała mi czemu odeszła, rozumiem. Jestem wdzięczny Maćkowi, że się nami zajął. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu.
-No hej – rzuciłem do słuchawki.
-Cześć. Minęliśmy właśnie tabliczke Wrocław. Gotowy?- usłyszałem głos Mateusza.
-Nie do końca. Nie mam alkoholu. Musimy jechać do sklepu.- wyciągnąłem w szafy koszulke i naciągnąłem na siebie.
-To nie problem. Podjedziemy po Ciebie i jedziemy do sklepu. To na razie.- rozłączył się, a ja zbiegłem na dół i zacząłem zakładać buty. Wyszedłem z domu i usiadłem na schodach. Po 5 minutach przed domem pojawił się samochód Krzyśka.
-Siema- rzuciłem wsiadając do auta.
-Cześć, młody- odpowiedział kierowca, szczerząc zęby.
-Ej, ale jak nie mamy żadnych dziewczyn to będzie nudno.- mruknął Mateusz.
-Znajdziemy sobie jakieś. Grzesiu ma znajomości. – odpowiedział mu Kris.
-Czemu nie wzięliście siostrzyczek?- zapytałem, spoglądając na Krzyśka i Mateusza.
-Żartujesz sobie ze mnie. Ja wyjechałem z domu, żeby od niej odpocząć. -odezwał się Pawlicki.- Och, Leon to i Leon tam to. –parodiował Oliwie.
-U mnie to samo. I Greg to i Greg i Greg. Normalnie do obrzydzenia.- zaśmiał się Kris.
-Dobrze, że moja do takiego stadium jeszcze nie doszła.- westchnąłem.
-Poczekaj. Jeszcze kilka lat i Mańka też tak będzie gadać.- spojrzałem na Leona, który siedział cicho.
-A Tobie co? Znowu Cię laska rzuciła?- szturchnąłem go. Zmierzył mnie.- No co?! Pytam tylko?
-To lepiej nie pytaj- burknął i odwrócił głowe do okna. Wymieniłem spojrzenia z Matem i Krisem. Mat podniósł tylko ramiona, po czym je opuścił. W sklepie kupiliśmy to co nam było potrzebne i wróciliśmy do domu.
-No Leoś mów co jest!- krzyknął już lekko wstawiony Kris. Leon spojrzał na niego błagalnym wzrokiem.
-Nic, stary. Nic nie jest. –odpowiedział.
-No jak to nic? Zamulasz, mało pijesz, znaczy się praktycznie nic. Nie podobne do Ciebie.- wtrącił Mat.
-Bo jestem chory.- spuścił głowę, po czym podniósł ją z powrotem. Spojrzeliśmy na siebie z Krzyśkiem.
-Na co?- zapytałem. Milczał przez chwile, po czym wziął głęboki oddech.
-Mówie Wam to tylko dlatego, że jesteście moimi przyjaciółmi. I jesteście pierwszymi osobami, którym o tym mówie…-ciągnął.
-No weź, do cholery mów!- zdenerwował się Krzysiek.
-Mam białaczke.- Mateusz upuścił butelke, która z hukiem rozbiła się na podłodze. Krzysiek poderwał się z fotela i poszedł do kuchni. Wrócił z workiem na śmieci.
-Wrzucajcie tu wszystkie butelki. Raz!- zaczęliśmy zbierać cały alkohol. –Trzymamy się razem od samego początku. Od czasu kiedy się urodziliśmy, więc i teraz razem przez to przejdziemy. Leon musisz zacząć leczenie. Musimy szukać wszelkich sposobów na to, żebyś przeżył. Bo Czwórka we trójke?! Bez sensu. Jeżeli Ty nie możesz pić my też tego nie będziemy robić. Prawda chłopaki? –spojrzał na mnie i Mateusza.
-No jasne, że tak. –odpowiedziałem.
-Głupie pytanie.- dodał Mat.
-Na zawsze Czwórka?!- Kris rzuciła nam spojrzenia.
-Na zawsze!- odpowiedzieliśmy chórem.
>>Nicole<<
-Mamo. Michał.- weszłam do salonu.
-Hmm?- mruknął Michał podnosząc na mnie wzrok znad laptopa. Zrobił wielkie oczy po czym spojrzał na mame, która wychyliła się z kuchni.
-To jest mój chłopak Karol.- powiedziałam odwracając głowe w strone chłopaka.
-Dzień dobry- skinął głową.
-Dzień dobry. –odpowiedział Michał dokładnie przyglądając się brunetowi.
-Proszę siadajcie. Zaraz będzie obiad. Nicole pomożesz mi?- poszłam za mamą do kuchni.- Mówiłaś…
-Mamo. Ja wiem, że ty byś chciała, żebym była z chłopakiem, który wygląda jak Michał. Jest przystojny, dużo zarabia i ubiera się jak każdy inny facet. Ale Karol to mój chłopak nie Twój i nie musi Ci się podobać.
-Kochasz go?- zapytała cały czas patrząc mi w oczy.
-Mamo… wiesz jak to jest.
-No właśnie chyba nie wiem.
-Lubię go i to bardzo, a nawet może kocham.
-Czemu tak bardzo bronisz się przed uczuciem do Krzyśka?
-Mamo!- podniosłam ton głosu.- Przecież Ci mówiłam, żebyś nie gadała o Krzyśku. Nie byłam z nim, nie jestem i nie będę. Nic do niego nie czuje. To tylko kolega. Zawsze tak było i cały czas jest. Naprawdę nic się nie zmieniło.
-Jeżeli jesteś tego taka pewna…- powiedziała, ale w jej głosie nadal było czuć niedowierzanie. Westchnęłam ciężko i wyszłam z kuchni.
-Interesujesz się jakimś sportem? –Michał bardzo uważnie obserwował Karola. Usiadłam koło mojego chłopaka.
-Sportami raczej nie, ale pracuje u taty w warsztacie. Bardzo lubie grzebać przy samochodach. Lubię motory.
-Ahaa…-mama podała obiad. Przez cały posiłek było dość spięcie.
-Czemu jesteś ubrany cały na czarno?- zapytał Paweł, gdy siedzieliśmy przy deserze.
-Taki jest mój styl.
-Cały na czarno?! To dziwny ten Twój styl.
-Metalowcy, braciszku tak się ubierają.
-Kto?!
-Metalowcy. Osoby słuchający ciężkiej muzyki.- odpowiedział mu Karol.
-No nie dziwie się, że jest ciężka, jak Wy wojskowe buty nosicie.- zaśmiałam się.
-Nie w tym sensie. Ciężka dla uszu. Metal, heavy metal. Bardzo mocna muzyka rockowa.
-I tak nie kumam, ale spoko. –uśmiechnął się szeroko. I tak siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Paweł polubił Karola, ale mama z Michałem przez cały czas przyglądali mu się niepewnie.
************************************************
Czytacie-Komentujecie
Witam Wam Moi Czytelnicy :)
Przepraszam za moją długą nieobecność, ale po prostu zrobiłam sobie wakacje. I do tego nie miałam weny, więc i tak nic bym nie wstawiła :/
Ale powracam, tak jak i szkoła, i mam nadzieję, że wena także powróci :D
Witam i przedstawiam...
Karol. Lat 22. Chłopak Nicole. Pracuje w warsztacie samochodowym swojego ojca. Metal.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

