niedziela, 13 kwietnia 2014

52 rozdział



Obudziły mnie promienie rannego słońca, łaskoczące w nos. Kichnęłam głośno i podniosłam się do pozycji siedzącej. Wzięłam głęboki oddech. Wstałam powoli i skierowałam się do pokoju Grzesia. Stanęłam w drzwiach. Mały podejrzanie przewracał się z boku na bok. Podeszłam do jego łóżeczka.
-Hej, Misiu. Co się dzieje? – szepnęłam.
-Mama – wyciągnął ręce. Wzięłam go, a on mocno się do mnie przytulił. Po chwili spojrzał na mnie.
-Co się dzieje? –zapytałam. On znów wtulił się we mnie. – Pamiętasz, że jedziemy dzisiaj do wujka Aleksa i do Leona? – uśmiechnęłam się.
-Pamiętam – powiedział dumnie i zwinnie wysmyknął się z moich objęć. Wybiegł z pokoju i zjechał po schodach, jak to miał w zwyczaju. Ja zaś powoli i normalnie zeszłam po schodach. Drzwi od łazienki były otwarte na oścież. Grześ stał na stołku i przeglądał się w lustrze. –Mamo, jestem ładny? – zapytał. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
-Oczywiście. Mój kochany przystojniaku. – pocałowałam go w główke.
-A do kogo jestem podobny? Do Ciebie czy do taty?
-No oczywiście, że do mnie. – powiedziałam dumnie.
-Ale Ty nie masz brązowych oczu. – zauważył, odwracając się do mnie i spoglądając mi prosto w oczy.
-Niech Ci będzie. Jesteś podobny do taty.
-A mamo. – odwrócił się w strone lustra i patrzył na moje odbicie.
-Tak?
-Gdzie jest mój tatuś? –odwróciłam wzrok. Jak ja mam mu to powiedzieć? Przecież to moja wina, że go nie poznał. To ja ukrywałam go przed Dudkiem.
-Mieszka w Zielonej Górze. Jest żużlowcem i w niedziele go poznasz. Jak będziesz chciał to u niego zostaniesz. –odwróciłam się i wyszłam z łazienki. Poszłam do kuchni i zaczęłam szykować śniadanie dla mnie i małego. Po chwili usłyszałam kroki małego człowieka i poczułam jak wtula się w moje nogi.
-Mamo. –przerwał cisze. Odwróciłam się w jego strone i kucnęłam.
-Słucham?
-Jeżeli ty nie chcesz to ja nie ziośtane u taty.
-Synuś, ale chcę, żebyś go poznał.
-To ciemu zrobiło Ci się śmutno?
-Bo to przeze mnie nie znasz go od urodzenia i zrobiło mi się smutno, że Cię skrzywdziłam. –nic nie powiedział, tylko się we mnie wtulił. Zdziwiło mnie to ile on rozumie. – To co jemy śniadanie?
-Tak –krzyknął i usiadł przy stole. Po zjedzonym śniadaniu poszliśmy się ubrać, a następnie pojechaliśmy do Saszki.
-Ja ma dzisiaj trening. Sory, że Ci mówie dopiero teraz, ale sam się dowiedziałem rano. Zajmiesz się Leonem? – wrzucał do torby potrzebne rzeczy.
-Oczywiście – uśmiechnęłam się.- Z wielką przyjemnością.
W niedziele rano obudził mnie Grzesiek.
-Mamo! Mamo! Wstawaj, bo prześpisz! – skakał po łóżku i krzyczał. Podniosłam się.
-Co prześpie? –spojrzałam na niego.
-Jak to cio?! No mecz!!! – zaczął wrzeszczeć jak opętany.
-Grzegorz. Przestań. – pociągnęłam go za ręce. Położył się zmęczony koło mnie.
-Mamo. Wiesz co?
-Co?
-Ciesze się, że poźniam tate.- uśmiechnęłam się. Poleżeliśmy jeszcze chwile i poszliśmy zjeść śniadanie. Potem poszliśmy się ubrać. Oczywiście w Falubazowe koszulki (moja i Grzesia). –Mamo ile jeszcze musimy siedzieć? –niecierpliwił się maluch.
-Młody jest 14. A mecz o 17. Masz zamiar tyle tam siedzieć?
-A tato?
-Co tato?
-O której tam będzie?
-Około 15. Ale on musi być wcześniej, bo jest żużlowcem.
-No właśnie. Wujek Alex też jest. To znaczy, że z Leonem będzie wcześniej i Leon się będzie nudził, a jakbyśmy byli wcześniej to by był ze mną. Noo mamooo. Prooosie. –zrobił maślane oczka. Dobrze to sobie wykombinował.
-No dobra. Zbieraj się. – podskoczył z radości i pobiegł po buty. Założyłam mu obuwie i wyszliśmy z domu. Po 10 minutach byliśmy na stadionie. Gdy zatrzymaliśmy się na parkingu, mały wyskoczył jak poparzony. Ku mojemu zaskoczeniu bus Duzersa już stał. Mały biegnąc w strone parku maszyn, wpadł na Dudka.
-Uważaj mały. – Patryk uśmiechnął się do młodego. Grześ spojrzał na niego zdziwiony.
-Mamo? –odwrócił się w moją strone.
-Patryk Dudek. Twój tata. – wiem, że nie o taką odpowiedź mu chodziło, ale co miałam powiedzieć. Obydwaj spojrzeli się na mnie zdziwieni.
-Myślałem, że zrobisz to inaczej – odezwał się starszy Dudek.
-Tak wyszło. –mały teraz wpatrywał się w Patryka.
-Pokażesz mi motory? –zapytał, a ja odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że ucieknie od niego.
-Oczywiście – uśmiechnął się, wziął syna za rączke i poszli do parku maszyn. Ja stałam jak wryta na środku parkingu. Przewidywałam, że inaczej to się potoczy, ale tak też mi pasuje. Na ramieniu poczułam czyjąś dłoń. Odwróciłam się.
-To naprawdę jest syn Patryka? –zapytała patrząc mi prosto w oczy, jakby chciała wypatrzeć kłamstwo.
-Tak- powiedziałam pewnie.
-Czyli, że jestem babcią? –uśmiechnęłam się, a ona to odwzajemniłam.
-No tak. – przytuliła mnie.
-Ja nie wymagam od Was tego, żebyście byli razem, bo wiem, że Patryk postąpił nie fair, ale dla małego… -przerwała.
-Wiem o co pani chodzi. Przepraszam. –odwróciłam się i poszłam do parku maszyn. Grzegorz siedział, podtrzymywany przez Patryka, na motorze. Był taki szczęśliwy. Nie podeszłam wystarczył mi widok z daleka.
-Cześć – zza moich pleców wyłonił się Emil.
-Sajfudinow nie strasz. – uśmiechnęłam się. Koło niego stał Krzyś. –Cześć młody.
-Hej ciociu. Gdzie Grzesiek?
-Z Patrykiem. – młody poleciał do boksu Dudka. – Gdzie masz Ole?
-Źle się czuła i została w domu.
-Na początku to normalnie. –ruszył lekko kącikami ust.
-No wiem. Też tak mówiła. Idę do siebie – odszedł do swojego boksu. Zaczęłam wzrokiem szukać Patryka i chłopców, którzy zniknęli z boksu. Krzyś z Grzesiem siedzieli na schodach.
-Grzesiek, gdzie tato? –zapytałam.
-Zostawił nas na chwile, ale nie krzycz na niego. –spojrzałam na niego zdziwiona. No ładnie się spisuje jak na pierwszy dzień tatusiowania. Raczej pierwszą godzine.
-Poszedł pogonić jakąś laske. – dodał Krzyś. Zaśmiałam się nerwowo. Pogonić. Kogo?
-Załatwione – podszedł do nas Dudek.
-Kogo poganiałeś? –ugryzłam się w język. Boże, moja ciekawość jest silniejsza ode mnie.
-Patrycje – odpowiedział. O nic więcej nie pytałam.
-Ciociu!! – usłyszałam głos młodszego Loktaeva.
-Co się stało? – biegł sam.
-Tato. –łapał oddech – Tato. Kłóci się z jakąś panią. – westchnęłam. Nie ma to jak mówić na swoją mame pani i nie wiedzieć, że nią jest. Patryk szybko pobiegł w strone bramy. Posadziłam Leona koło chłopców, dałam im mój telefon i pobiegłam za Dudkiem. Alex bardzo głośno rozmawiał z jakąś kobietą.
-Mówiłem Ci, że masz stąd iść – powiedział stanowczo Patryk. Jego głos był oschły, bez krzty uczucia. Stałam oddalona od nich.
-Ale ja nie chce! – krzyknęła.
-Ale masz iść, bo siejesz zamęt. – dopowiedział Loktaev.
-Nie! – wydarła mu się prosto w twarz. Podeszłam do nich.
-Chłopaki zostawcie nas same. – powiedział spokojnie. Patrycja zmierzyła mnie wzrokiem, a żużlowcy posłusznie się oddalili.  –Nie wiem co zaszło między Tobą, a Patrykiem i  nie chce wiedzieć, ale z tego co widze to on nie chce z Tobą oni rozmawiać ani być. Po drugie. Saszka. Zostawiłaś go, więc teraz nie wpieprzaj się, za przeproszeniem, do jego życia ani do życia Leona. Nie jesteś tu mile widziana, więc do widzenia. – pokazałam jej ręką brame. Nic nie mówiąc wyszła. Poszło łatwiej niż mi się zdawało. Chłopaki stali przy młodych. Fajne to wyglądało. Patryk, Alex, Emil. Grześ, Leon, Krzyś. Tak słodko. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w ich strone. Za kilkanaście lat to młodzi wkroczą na żużlowe tory. Nie potrafie sobie teraz wyobrazić te trzy maluchy na motorach.
*******************************************************************************
Czytacie-Komentujecie
5 komentarzy - następny rozdział
Postanowiłam zrobić zwiastuny do blogów, ale nigdzie nie moge znaleźć gifów z żużlowcami. Więc jeżeli ktokolwiek ma jakieś gify z Patrykiem Dudkiem, Maćkiem Janowskim, Przemkiem Pawlickim, Grzegorzem Zengotą to prosiłabym, żeby mi przesłał na maila: natalahnatek@gmail.com. Z góry dziękuję :)
Pozostawiam Wam małych, przyszłych żużlowców.
Grześ (syn Natalii i Patryka)

Krzyś (syn Oli i Kamila)

Leoś (syn Alexa i Patrycji)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

51 rozdział


-I jak zareagował? –zapytała Ola.
-No mów, szybko. – pospieszała mnie Tusia.
-Na początku był zaskoczony, ale później wszystko zrozumiał. Dlaczego mu nie powiedziałam i w ogóle. Byłam zaskoczona jego reakcją. Jak nie Dudek.
-Natalia. Proszę Cię tylko nie daj się…- zaczęła Ola.
-Nawet nie zaczynaj. Dobrze wiesz, że nie łatwo jest zapomnieć o kimś kogo się bardzo kochało. Było się z nim przez długi czas. Planowało przyszłość. Ma się z nim dziecko. Więc nie pouczaj mnie, bo sama byłaś w takiej sytuacji! – zdenerwowałam się, zalałam się łzami.
-Przepraszam. Misiek. Ja nie chciałam. – powiedziała skruszona.
-Natalia my nie chcemy dla Ciebie źle, ale zrozum, że się martwimy. Jeżeli Patryk był zdolny raz Cię skrzywdzić to może to zrobić i drugi raz – sytuacje zaspokoiła jak zawsze Natalia.
-Tylko, że ja nic nie wspominałam o powrocie do Patryka. – uśmiechnęłam się.
-No ale wiesz o co mi chodzi. Stara, a Ty co się nie odzywasz? –Natalia zwróciła się do Oli.
-Musze Wam coś powiedzieć.
-No wal
-Jestem w ciąży z Emilem.
-Aaaaaa- zaczęłyśmy krzyczeć.
-Uspokójcie się – przebiła się przez nasz krzyk.
-My się tak cieszymy – powiedziałam.
-To nie musicie tak głośno. – zaczęłyśmy się śmiać.
-Ja jade gdzieś nie wiadomo gdzie. I chyba zgłosze porwanie. – powiedziała Tusia.
-Uuu. Coś się kroi? –powiedziałam przez śmiech.
-To nie jest śmieszne.
-No oczywiście, że miłość nie jest śmieszna, ale Natalia ma dzisiaj dobry humor. – wtórowała Ola.
-Ale ja nie wiem czy to miłość. Na pewno zauroczenie.
-A gdzie jedziesz? – zapytałam.
-No właśnie nie wiem. Olek po prostu mnie porwał i gdzieś wywozi, bo jeszcze nie dojechaliśmy do celu.
-No to może my nie przeszkadzamy – powiedziałam.
-Miłego pobytu nie wiadomo gdzie. – zakończyła Ola. Rozłączyłam się i uśmiechnęłam do ekranu.
>>Patryk<<
Nie mogę uwierzyć w to, jak Natalia ukryła przede mną ciąże i to do tego bliźniaczą. Nawet nie zauważyłem, że nie pojawiała się na meczach. Tak bardzo byłem zapatrzony w siebie.
-Kotku, co się stało? Od kiedy przyszedłeś nie odzywasz się, nie jesz.- Patrycja położyła swoje ręce na moich ramionach.
-Nic. – burknąłem – Mogłabyś w końcu przestać mnie męczyć. – podniosłem się z sofy.
-Ja się tylko martwie. Czy coś w tym dziwnego?!
-Mogłabyś się dzisiaj wyprowadzić?- powiedziałem spokojnie.
-Że co?!
-Czy mogłabyś się wyprowadzić? –powtórzyłem.
-Co ona z Tobą zrobiła?! Pogodziliście się? Wiedziałam, że wymiękniesz! Wiedziałam! – podeszła do mnie. –Jesteś słaby.
-To Ty jesteś słaba. Bo to Ty zostawiłaś swojego chłopaka z dzieckiem. Ty jesteś słaba, bo wykorzystałaś mnie, żeby tylko nie być sama. Twoje zachowanie jest żałosne. I wiesz może zrozumiałem to za późno, ale to Natalia była najlepszą dziewczyną, którą miałem, a Ty na pewno nią nie jesteś. Więc powtórze jeszcze raz. Masz się dzisiaj wyprowadzić.
-Ty ją nadal kochasz. – poszła na góre, a ja za nią. – Tylko nie rozumiem po co poświęcasz związek, jak ona i tak do Ciebie nie wróci.
-Wiem, ale nie mam zamiaru trwać w toksycznym związku, jeżeli mogę zbudować nowy na zasadach fair play. – widać było, że denerwuje ją to, że na wszystko mam odpowiedź.
-Toksyczny powiadasz?! A od kiedy tak sądzisz?! – krzyknęła, wrzucając swoje ciuchy do torby.
-Od dzisiaj. –odpowiedziałem spokojnie. Wstała i stanęła tak blisko mnie, że prawie stykaliśmy się nosami. Wpiła się w moje usta i po chwili oderwała.
-Nic?! – pokiwałem przecząco głową. Wróciła jeszcze bardziej zdenerwowana do pakowania się. Gdy skończyła wyszła z domu trzaskając drzwiami. Od samego początku wiedziałem, że robie źle. Gdybym nie skrzywdził Natalii nasza córka by żyła. Wszystko byłoby tak idealne. Wziąłbym z nią ślub. Wychowywalibyśmy nasze dzieci razem. A nie oddzielnie i to tylko jedno. Otworzyłem szafe i z głębi wyciągnąłem niebieską sukienke. Natalia ochrzaniła by mnie, że „to nie jest niebieskie, tylko turkusowe” Uwielbiałem ją denerwować, a potem przepraszać. Tak słodko się denerwowała. Pamiętam, że po każdej kłótni lądowaliśmy w łóżku, tam łagodząc do końca nasze spory. Skłamał bym gdybym powiedział, że już jej nie kocham. Nie jestem z nią rok, ale i tak nigdy nie powadze się z tym, że w tak paskudny sposób się rozstaliśmy i jak mogłem ją skrzywdzić. Położyłem się na łóżku. Wciągnąłem zapach perfum, które jeszcze zostały na sukience. Zawsze używała takich samych. Gdy bardziej skupiłem się na zapachu wyczułem także swoje perfumy. Wyszedłem na balkon, zostawiając ciuch na łóżku. Wziąłem z parapetu zapalniczke i paczke papierosów. Wyciągnąłem jednego i zapaliłem. Zawsze mnie uspakajały, dlatego zostawiam je na specjalne okazje. Nie wiem czy warto próbować, ale…
>>Natalia<<
Czemu ja o nim non stop myśle?! To jest takie głupie! Przecież on Cie skrzywdził! –mówi rozsądek. Ale Ty go kochasz! -krzyczało serce.  Nie mogę zrozumieć zachowania mojego serca i reszty organizmu. Za uczucia przecież nie odpowiada serce, choć to ona bije jak szalone przy tej osobie, a mózg stoi w miejscu. Nie rozumiem. Wyciągnęłam z szafy bluze Patryka. Skąd ona wzięła się u mnie?! Nie wiem. Ubrałam się w nią i wciągałam jego zapach. Teraz dopiero zauważyłam, jak mi go brakuje. Wiem, że nie mogę do niego wrócić. Za bardzo mnie skrzywdził. Wtulając się w bluze Duzersa zasnęłam.
************************************************************************
Czytacie-Komentujecie
4 komentarze - następny rozdział
Następny rozdział tak szybko zawdzięczacie Weronice, której dedykuję ten rozdział. Jest krótki, ale mnie się jakoś tak podoba. Na pewno jest uczuciowy. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
 

sobota, 5 kwietnia 2014

50 ROZDZIAŁ



>>Ola<<
-Emil!  -krzyknęłam panicznie- Emil!– wydarłam się na cały głos. -Sajfudinow!!
-Co się stało?! – wbiegł do łazienki. – Kotku. Mów. – miał w oczach strach. Podałam mu rzecz, którą trzymałam w ręce. Klęknął obok. –I co? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Nie wiesz co to znaczy? – zapytałam.
-No sory nie miałem nigdy takiego czegoś w rękach. – zaczęłam się śmiać.
-Facet. Typowy facet.  –pokręciłam głową.
-Olka. No nie śmiej się. – usiadł koło mnie. Podałam mu pudełko. –Test ciążowy?! – spojrzał na mnie. – Jesteś?!
-Tak. Panie Sajfudinow. Będziesz pan ojcem. –uśmiechnęłam się, a Emil przytulił mnie mocno.
-Kocham Cię – szepnął i pocałował mnie. W drzwiach łazienki stanął Krzyś.
-Wy już nie macie lepszych miejsc na rozmowy. – spojrzał na nas jak na idiotów. – No serio. Polecam bardziej. Yyy No wiecie. Inne pokoje. Mamy ich dużo, więc nie rozumiem czemu wybraliście akurat łazienke. – usiadł na wannie.
-Będziesz mieć brata albo siostre. – powiedziałam nie przejmując się jego gadaniem.
-Że kogo?!
-Mama jest w ciąży. Będziesz mieć siostre albo brata. – wyjaśnił mu Emil. Przyglądał nam się uważnie.
-Ale ja się pokojem  nie podziele. – poinformował nas. Pokręciłam głową.
-Wiesz, że nie masz nic do gadania.
-No mamo. Ja nie będę mieszkać z jakimś bachorem.
-No bez przesady. Ty też dorosły nie jesteś. – wtrącił się Emil.
-I Ty przeciwko mnie. Dorosły nie jestem, ale mam aż 5 lat! No mamo nie każ mi mieszkać z tym młodym lub młodą. Proooosze. – zrobił maślane oczy.
-No dobra, ale będziesz się z nim/nią bawił? –podniosłam brew.
-Noo oczywiście. –powiedział odwracając wzrok.
-Widziałam. – zaczęliśmy się śmiać. Krzysztof podszedł do nas i położył  się na podłodze z głową na moich kolanach. –Kocham Was.
-My Ciebie też – odpowiedzieli chórkiem.
>>Tusia<<
-Ja preferuje ginekologie. –powiedziałam.
-Ja wybrałem chirurgie. –powiedział Olek.
-Lubisz rozcinać ludzi? –uśmiechnęłam się.
-Twój kierunek też tego wymaga. –zauważył.
-Ale rzadko. A twój polega na ciachaniu ludzi. – westchnął.
-Na wszystko masz odpowiedź. –spojrzał mi w oczy. Od samego początku tonęłam w jego niebieskich tęczówkach. – Moglibyśmy przestać rozmawiać o pracy. Trochę mnie to przytłacza, bo i tak rzadko się spotykamy.
-To o czym będziemy rozmawiać.
-Yyy… oooo. –podparł się na łokciach. –No nie wiem. – znów spojrzał w moje oczy. Siedzieliśmy w parku na rozłożonym kocu. Położyłam się. –Chciałabym jakoś pomóc Natalii, ale nie mam pomysłu. –położył się koło mnie.
-Ale jak jej pomożesz? Dziecka jej nie zwrócisz.
-Ona jest załamana. I jeszcze ten Maciek. Dzwoni raz do mnie, raz do Oli, żeby dowiedzieć się co u Natki.
-A sam nie może do niej zadzwonić? – zapytał.
-Boi się, że nie będzie chciała z nim gadać. Nagrabił sobie.
-Wszystko jasne. – spojrzałam w niebo. Chmury leniwie płynęły po niebieskim tle. –Pamiętam jak w dzieciństwie leżałem z siostrą na kocu i wymyślaliśmy w jakich kształtach są chmury.
-Ja też, ale z Natalią i Olą. Pamiętam. Wtedy niczym się nie przejmowałeś i żyłeś jak na jawie. Rodzice chronili Cię przed niebezpieczeństwami i przykrościami, a teraz. Trzeba się samemu o siebie troszczyć.
-Taka kolej rzeczy. Potem to ty chronisz swoje dzieci przed tym wszystkim, a następnie rozpieszczasz wnuki.
-Czasami chciałabym wrócić do tych beztroskich lat.
-Ja też. Odsapnąć od pracy. –wypuścił ciężko powietrze. –Uciekamy. – wstał szybko.
-Gdzie? -wstałam powoli. Olek zaczął zwijać koc. Złapał mnie za ręke i ruszyliśmy szybkim krokiem do auta. – Co ty wyprawiasz?!
-Uciekamy stąd. –nic więcej się od niego nie dowiedziałam. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy, gdzieś nie wiadomo gdzie.
>>Natalia<<
-Tak słucham. –usłyszałam głos Dudka.
-Cześć. Musimy się spotkać.
-Kiedy i gdzie? –zapytał, bo znał mnie na tyle dobrze, że wiedział co oznacza ten ton głosu. Podałam mu miejsce i się rozłączyłam.
-Jadę się spotkać z Patrykiem. – poinformowałam brata. Mama po pogrzebie Julki wróciła do Danii.
-Chcesz mu powiedzieć? –zapytał odrywając się od gry.
-Tak.
-A zabierasz Grzesia?
-Nie. – pokiwał tylko głową i powrócił do gry. Wyszłam z domu i skierowałam się do umówionego miejsca. Gdy doszłam Patryk już tam był. -Cześć.
-Hej. To co chciałaś mi powiedzieć?
-Byłam w ciąży. –spojrzał na mnie.
-Szybko się Maciek dorobił. –westchnęłam.
-To nie dzieci Maćka, tylko twoje. – zrobił wielkie oczy.
-Że co?! Czemu mi nie powiedziałaś?!  W ogóle jak Ci się udało to ukryć?!
-Nie przyjeżdżałam na mecze. Nie zauważyłeś?
-Jakoś nie. Czemu mi nie powiedziałaś?!
-Boo.. Bo się bałam.
-Czego, że zabiore Ci dziecko?! Nie zabiore Ci, ale chciałbym się z nim spotykać. –zareagował nieprawdopodobnie łagodnie. Nigdy bym nie pomyślała, że jest taki wyrozumiały. Zmienił się.
-Dobrze. –spojrzałam mu w oczy. Mimo, że mnie zranił i tak coś jeszcze coś do niego czułam. Coś mnie zakuło, gdy spojrzeliśmy sobie w oczy. –Zmieniłeś się.
-Nie zauważyłem. –uśmiechnął się. – Chłopiec czy dziewczynka?- zapytał, a mnie uśmiech zbledł.
-Chodź. – złapałam go za rękę i zaczęłam iść. Przez całą drogę się nie odezwał. Przy wejściu na cmentarz kupiłam znicz i podałam Patrykowi. –Zapal. –nadal nic nie mówiąc zrobił to o co prosiłam. Odezwał się dopiero gdy stanęliśmy przy malutkim grobie, na którym było napisane: „Julia Walasek. Ur.05.08.2018r. Zm.15.05.2019r.” Do oczu napłynęły mi łzy.
-Czemu? – usłyszałam załamany głos Patryka. Przytuliłam się do niego. Staliśmy milcząc nad grobem naszej córeczki.
-Przepraszam. – szepnęłam, a on pocałował mnie we włosy.
-Nic się nie stało. – powiedział. Gdy się od siebie oderwaliśmy Patryk postawił znicz na nagrobku. – Mogę poznać mojego syna.
-Oczywiście, ale nie dzisiaj. Musze go do tego przygotować.
-Rozumiem. W niedziele?
-Myśle, że tak. – podniosłam lekko kąciki ust. Gdy wróciłam do domu zadzwoniłam do Maćka.
-Tak słucham – tak dawno nie słyszałam jego głosu. Tak bardzo tęskniłam. –Halooo. Natalia? Jesteś tam?
-Tak. Przepraszam. Zamyśliłam się. Chciałabym Ci tylko powiedzieć, że rozmawiałam z Patrykiem i mu o wszystkim powiedziałam. Pokazałam mu grób Julki, a Grzesia pozna w niedziele. I jeszcze chciałam Ci powiedzieć, że tęsknie, ale jeżeli nadal nie będziesz chciał ze mną rozmawiać to to uszanuje. Cześć- rozłączyłam się.
************************************************************************
Czytacie- Komentujecie
5 komentarzy -nowy rozdział

Patrzcie już 50!! Nie moge uwierzyć, że aż tyle napisałam. Ale oczywiście to nie oznacza, że nie będę pisać dalej. Opowieść Natalii jeszcze się nie kończy. 
Ostatnio mam coś na punkcie przyjaźni. Może dlatego, że na kilku osobach się przejechałam i teraz widze kto jest dla mnie najważniejszy. Pozostawiam Wam takie któciutkie  opowiadanie oraz zdjęcie z moimi kochanymi Siostrzyczkami :*****



>>50 lat później<<
Ogródek przy podmiejskim domku. Trzy starsze kobiety siedzące na ławeczce. Na tarasie krzątają się dzieci i mężowie kobiet.
–Pamiętasz jak zakochałam się w twoim bracie?! - rzekła jedna z nich. Nazywała się Natalia. Babcie zaczęły się śmiać.
-No pamiętam. O Marek.- powiedziała brunetka, Tusia. Siostra wymienionego mężczyzny.
-On miał wtedy taki boski kaloryfer- westchnęła Ola.
-Twój mąż też kiedyś miał - wtórowała Natalia. Ola zmierzyła ją wzrokiem. Zapanowała cisza. Do kobiet podbiegły trzy dziewczynki. Łatwo było rozpoznać, która jest wnuczką, której babci. Jedna miała jasne blond włosy i była najstarsza (5 lat, wnuczka Oli). Druga długie ciemne, proste włoski i brązowe oczka, ta była najmłodsza (3 latka, wnuczka Tusi). A ostatnia miała włosy koloru ciemnyblond i zielono-niebieskie oczy (wnuczka Natalii, 4 latka)
-Babciu-odezwała się blondyneczka. - Pobawicie się z nami, bo dziadek nie chce.
-Znów zajęli się chłopakami? - Ola poniosła brew wpatrując się w wnuczke.
-No tak -wtrąciła środkowa
-Ach Ci dziadkowie -Natalia zaczęła ciężko wstawać. - O jezusie. Stare kości - usiadła z powrotem. Babcie zaczęły się śmiać. Małe wpatrywały się w nie zdziwione. Gdy skończyły, zaczęły wstawać każda po kolei pomagając następnej. Naśmiały się przy tym za wszystkie czasy.
I zobaczcie mimo, że każda z nich po szkole wyjechała do innego miasta, robiła co innego, to one zadbały o to, żeby ich przyjaźń nigdy się nie skończyła. Mimo, że lata mijały, dzieci i wnuków przybywało, czasu dla siebie coraz mniej, to one spotykały się na urodzinach, ślubach i innych imprezach. A gdy nadejdzie koniec jednej z nich to na pewno dwie pozostałe będą cierpieć i płakać. I napiszą wspólnie list, który złożą w jej rękach. A potem spotkają się razem na niebieskich polach i w młodych ciałach będą obserwować życie swoich dzieci i wnuków. KONIEC 

Nigdy w życiu o Was nie zapomne i mam nadzieje, że wspólnie uda nam się wytrwać w tej przyjaźni do końca życia. 
Kocham Was <3